Światło, które było PIERWSZE.
- Beata Wiśniewska-Kowalewska
- 21 sie
- 3 minut(y) czytania
O symbolice światła w Biblii i sztuce, która rodzi się z ciszy.
„Niech się stanie światłość.”(Rdz 1,3)
Zanim pojawiły się kształty.
Zanim nazwano rzeczy.
Zanim świat otrzymał swoje granice.
Było światło.
Nie jako dekoracja.
Nie jako coś, co miało jedynie rozproszyć ciemność.
Światło pojawia się na samym początku opowieści o stworzeniu.
I może właśnie dlatego od tak dawna próbujemy je malować.
Nie tylko dlatego, że jest piękne.
Być może dlatego, że rozpoznajemy w nim coś, czego nie potrafimy do końca nazwać.
W Biblii światło nigdy nie jest wyłącznie zjawiskiem fizycznym.
Może oznaczać obecność, poznanie, życie, nadzieję, drogę.
Jest przeciwieństwem ciemności, ale nie zawsze jej zaprzeczeniem.
Czasem światło pojawia się właśnie tam, gdzie wcześniej była ciemność.
W Księdze Rodzaju pierwsze słowo Boga dotyczące stworzenia światła brzmi jak początek porządku:
„Niech się stanie światłość.”
A wiele wieków później w Ewangelii św. Jana pojawia się jeszcze inne światło:
„W Nim było życie, a życie było światłością ludzi. A światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.”(J 1,4–5)
To już nie jest tylko światło, które można zobaczyć.
To światło,
które można rozpoznać.
Może dlatego światło tak często pojawia się w sztuce.
Artysta może namalować kolor.
Może namalować przestrzeń.
Może próbować uchwycić ruch, ciało, pejzaż, przedmiot.
Ale kiedy próbuje namalować światło, zaczyna dotykać czegoś znacznie bardziej nieuchwytnego.
Bo światło samo w sobie nie ma kształtu.
Potrzebuje czegoś, na czym może się zatrzymać.
Ściany. Twarzy. Wody. Mgły. Materii.
Albo płótna.
I właśnie wtedy zaczyna się dla mnie niezwykłe spotkanie pomiędzy światłem a malarstwem.
Niektóre obrazy nie zaczynają się od formy.
Nie pojawia się najpierw pomysł:
„namaluję właśnie to”.
Czasem zaczynają się od odczucia.
Od koloru.
Od ciszy.
Od czegoś, co trudno jeszcze nazwać.
Ręka dotyka płótna, a obraz zaczyna pojawiać się powoli
nie jako gotowa odpowiedź, lecz jako ślad poszukiwania.
Tak powstaje część malarstwa Atelier BWK.
Malarstwa intuicyjnego, hapticznego, opartego na dotyku i obecności.
Nie próbuję zawsze powiedzieć obrazem, co masz zobaczyć.
Bardziej interesuje mnie to, co możesz poczuć, kiedy patrzysz.
W tym sensie abstrakcja jest dla mnie czymś więcej niż odejściem od przedstawiania rzeczywistości.
Jest przestrzenią.
Pozwala światłu nie być już tylko światłem na przedmiocie.
Pozwala mu stać się doświadczeniem.
Czasem niemal ciszą.
Czasem wspomnieniem.
Czasem czymś, co przypomina oddech.
Dlatego obraz może nie mieć jednej historii.
Może mieć ich tyle, ilu jest ludzi, którzy przed nim staną.
I być może właśnie wtedy sztuka zaczyna żyć własnym życiem.
W Biblii światło prowadzi.
„Pan światłem i zbawieniem moim” - czytamy w Psalmie 27.
Światło nie oznacza tutaj jedynie jasności.
Oznacza również zaufanie.
Drogę.
Obecność pośród tego, czego jeszcze nie rozumiemy.
To niezwykle bliskie temu, czym dla mnie jest malarstwo.
Nie zawsze wiem, dokąd prowadzi obraz, kiedy zaczynam go tworzyć.
Ale uczę się ufać temu, co pojawia się przede mną.

Jedna warstwa.
Potem następna.
Czasem ruch dłoni.
Czasem zatrzymanie.
Czasem konieczność pozostawienia pustej przestrzeni.
Bo także pustka może być częścią obrazu.
Tak jak ciemność jest potrzebna, aby światło mogło zostać zauważone.
Być może właśnie dlatego powstała VIA LUCIS.
Droga światła.
Nie jako ilustracja biblijnej historii,
ale jako próba dotknięcia tego,
co światło może znaczyć dla człowieka.
A później pojawił się ABUN - przestrzeń jeszcze bardziej cicha.
Miejsce, w którym obraz nie musi niczego wyjaśniać.
Może po prostu być.
Jak oddech.
Jak chwila przed słowem.
Jak światło wpadające przez uchyloną zasłonę o poranku.
Myślę czasami, że współczesny człowiek ma ogromną potrzebę światła.
A jednocześnie żyje w świecie, który niemal nieustannie mówi.
Ekrany.
Powiadomienia.
Informacje.
Obrazy.
Opinie.
Dźwięki.
Jeszcze jeden komunikat.
Jeszcze jedna rzecz, którą trzeba zobaczyć.
Jeszcze jedna rzecz, na którą trzeba odpowiedzieć.
Może dlatego coraz bardziej potrzebujemy miejsc,
w których
nic nie musi się wydarzyć.
Miejsc, w których można po prostu zatrzymać wzrok.
Oddech.
Myśl.
I siebie.
Sztuka nie zawsze musi krzyczeć.
Nie zawsze musi tłumaczyć.
Nie zawsze musi być natychmiast zrozumiała.
Czasami jej najważniejszą rolą
jest stworzenie przestrzeni,
w której człowiek może usłyszeć coś własnego.
Dlatego wierzę, że obraz może być nie tylko przedmiotem.
Może być obecnością.
Może być spotkaniem.
Może być ciszą,
która przychodzi wtedy, gdy wszystkie inne głosy na chwilę milkną.
Światło było pierwsze.
Ale może nie było pierwsze tylko dlatego, że rozjaśniło ciemność.
Może było pierwsze dlatego, że umożliwiło zobaczenie.
I może właśnie dlatego wciąż za nim idziemy.
W Biblii.
W sztuce.
W drugim człowieku.
W sobie.
Szukając nie zawsze odpowiedzi.
Czasem tylko tej jednej chwili,
w której coś nagle staje się odrobinę jaśniejsze.
Nie na zewnątrz.
W nas.

Nie wołam Cię.
Po prostu jestem.
Zostawiam barwny ślad…
aby coś w Tobie odnalazło drogę.
Beata | Malarstwo haptyczne Atelier BWK




Komentarze