A jeśli światło nie potrzebuje już FORMY?
- Beata Wiśniewska-Kowalewska
- 1 cze
- 1 minut(y) czytania
Refleksja o świetle, pamięci i przemianie języka malarstwa.
Niektóre obrazy wracają do nas po latach.
Nie dlatego, że były niedokończone.
Nie dlatego, że wymagają poprawy.
Lecz dlatego, że człowiek, który je stworzył,
nie jest już tym samym człowiekiem.
Ostatnio wróciłam do obrazu „Odrodzenie”, powstałego kilka lat temu w 2021 roku.
Patrząc na niego, uświadomiłam sobie coś, czego wcześniej nie potrafiłam nazwać.
Jak bardzo droga wewnętrzna artysty
pozostawia ślad nie tylko w emocji,
lecz również w samym języku malarstwa.
Przez długi czas światło w moich obrazach posiadało własne centrum - miejsce skupienia, ciszy i narodzin.
Forma nie była ograniczeniem.
Była językiem.
A jednak czasem przychodzi doświadczenie ...
obecność,
przemiana lub jej zniknięcie,
które bardzo subtelnie zmienia sposób odczuwania.
I wtedy zmienia się także obraz.
Nie poprzez decyzję.
Bardziej poprzez rozpoznanie.
Patrząc na „Odrodzenie”, po raz pierwszy poczułam coś niezwykle wyraźnie:
że światło tak jak istnienie nie zawsze potrzebuje centrum.
Nie zawsze pragnie pozostać zatrzymane.
Czasem jego najgłębsza obecność
pojawia się właśnie wtedy,
gdy forma zaczyna się rozpuszczać.
Nie odbieram tego jako odejścia od wcześniejszego języka.
Przeciwnie.
Myślę dziś, że malarstwo - podobnie jak człowiek - przechodzi własne etapy dojrzewania.
I że sztuka nie zawsze rozwija się poprzez dodawanie.
Czasem dojrzewa poprzez uwolnienie.
Niektóre doświadczenia pozostawiają ślad nie tylko w pamięci.
Pozostawiają go również w świetle.
Ten wpis
dedykuję cichej obecności,
która już choć niewidzialna dla oczu - pozostawiła swój ślad w świetle i sztuce...



Nie wołam Cię.
Po prostu jestem.
Zostawiam barwny ślad…
aby coś w Tobie odnalazło drogę.
Beata | Malarstwo haptyczne Atelier BWK






Komentarze